czwartek, 20 lutego 2014

9.

No i jest. Długo wyczekiwana przez Was cześć. Nie jest to dobra część, wiem... Takie długie przerwy w pisaniu mi zdecydowanie nie służą...
Mam nadzieje, że za bardzo Was nie rozczaruję... i przepraszam, że musieliście tyle czekać.
Nie mogę Wam obiecać, że teraz będę pisała częściej. Naprawdę nie wiem kiedy pojawi się kolejna cześć. Pisanie jest dla mnie ważne, ale są rzeczy ważniejsze i na nich muszę się teraz skupić. Ale obiecuje, że jeśli znajdę chwilkę wolnego zabiorę się za pisanie. ;)
Pozdrawiam i dziękuję, za to, że jesteście i chcecie czytać moje "wypociny". :)

Karolciu! Ta część jest z dedykacją dla Ciebie! Wiesz dlaczego, prawda? ;> Chcę częściej takie wieczorki! <3 I Dziękuję Mała! :****
I Gabrysiu dla Ciebie! :**  Taka... Namiastka na dobry początek weekendu. :*


***

- Zamknij oczy – poprosił, kiedy zbliżali się do celu.
- … - bez słowa zamknęła oczy, jednak po chwili otworzyła jedno oko, a drugie zasłoniła dłonią. - A powiesz mi gdzie jedziemy? Powiedz...
- Nic Ci nie powiem. Niespodzianka, to niespodzianka – spojrzał na nią kątem oka – Ala! Oszukujesz! Zamykaj, bo jak nie...
- Bo jak nie?
- Bo jak nie, to... - zjechał na najbliższy parking. Bez słowa wyciągnął ze schowka apaszkę i przewiązał Szymańskiej oczy. - No. To możemy jechać.
- Wariat! Ale powiedz coś! Maaaaks... - powiedziała przeciągle, zbliżając dłonie do twarzy
- Nie ma mowy. Ej! Ala. Wszystko widzę! - zagroził jej palcem - Zaraz sama zobaczysz.
***

Niespełna 5 minut później byli na miejscu.
-Nie odsłaniaj jeszcze – poprosił, po czym pomógł kobiecie wysiąść z auta, a następnie poprowadził ją w stronę budynku. - Ostrożnie Kochanie, teraz dwa stopnie. - obejmując Szymańską w pasie poprowadził ostrożnie w kierunku stolika. - Zaczekaj chwileczkę i nie odsłaniaj oczu, ja wszystko widzę. - dodał z uśmiechem po czym odszedł od stolika. Wrócił po chwili z czerwonymi świecami.
- Maaaaks, długo jeszcze?
- Chwileczka. - musnął czule jej usta, jednak odsunął się od niej zanim zdążyła odwzajemnić pieszczotę.
- Mmm... zapowiada się dosyć przyjemnie.
- Wariatka! - pstryknął delikatnie jej nosek, czym spowodował uśmiech na jej twarzy. - A powiedz mi...
- Maks – przerwała słysząc dźwięk swojego telefonu – mógłbyś?
- Już... - odszukał w torebce dzwoniące urządzenie – Proszę, to Sylwia.
- Halo? - odebrała połączenie – Gdzie jestem? Jakby to powiedzieć... Nie wiem... - roześmiała się, ściskając delikatnie dłoń Kellera – Mój narzeczony mnie porwał. Zawiązał oczy, wywiózł gdzieś, a teraz karze mi czekać. - mówiła śmiejąc się.
- Sama chciała – wtrącił się, jednocześnie obejmując kobietę.
- To może wieczorem? - kontynuowała rozmowę - Stęskniłam się za Wami. Zadzwonisz do Beaty? Mam wam tyyyyyle do opowiedzenia. Mhm. - na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec – Okej, paaa. - rozłączyła połączenie. - Kochanie, wieczorem idę do Sylwii. Będzie Beata, winko... Stęskniłam się za nimi. Maaaks, długo jeszcze?
- O nie... nigdzie Cię nie puszczę... Jeszcze... chwileczka.
- Dobrze Ci zrobi jak się trochę za mną stęsknisz. - wypuścił ją z objęć, widząc zbliżającą się w ich kierunku kobietę. - Dziękujemy. - odezwał się do kobiety - Kochanie – tym razem zwrócił się do Szymańskiej. - Już. - Rozwiązał apaszkę i delikatnie odsłonił oczy Alicji.
- … - otworzyła oczy, a na jej twarzy momentalnie pojawiło się zdziwienie, które mieszało się z uśmiechem. Tym razem naprawdę ją zaskoczył. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kochała go za tą jego nutkę nieprzewidywalności, szaleństwa. - Maaaakss – spojrzała na mężczyznę. Siedział wpatrzony w nią, z wielkim uśmiechem. - Pizza?
- Pizza! A co spodziewałaś się obiadu w wyśmienitej restauracji? Nie ma tak dobrze.
- Wariat – roześmiała się, na co on odpowiedział tym samym. - Kocham Cię! - zatopiła się w jego ustach. Odwzajemnił pieszczotę, obejmując dłońmi jej twarz. - Skąd wiedziałeś, że to moja ulubiona? - zapytała po chwili.
- Wiem o Tobie wszystko – zbliżył się do niej na minimalną odległość i delikatnie musnął jej usta. - Zjadaj, bo będzie zimne.
- Pycha! Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam pizzę. W Toruniu jem pierwszy raz.
- I tak będzie zawsze, wyjątkowe i nasze. - zbliżył się do kobiety i czule zatopił się w jej ustach.
- Mmm... - odsunęła go od siebie. - Maks... nie jesteśmy tu sami...
- Jesteś pewna? - uśmiechnął się znacząco.
- … - dopiero teraz rozejrzała się wkoło. Siedzieli sami, w niewielkim kąciku oddzielonym od reszty sali parawanem. - Zwariowałeś?!
- Zwariowałem. Z miłości do Ciebie. - przyciągnął ją do siebie, i zatopił się w jej ustach chłonąc ich słodycz.
***

- To co zrobimy z tak miło rozpoczętym popołudniem? - zapytała z zalotnym uśmiechem, kiedy przekroczyli próg mieszkania.
- … - noc nie odpowiedział, odwrócił tylko Alicję w swoją stronę, przypierając ją do drzwi. Przekręcił klucz w zamku, jednocześnie składając pocałunki na jej szyi. - Mam... pewien... pomysł.. - szeptał między kolejnymi muśnięciami. Schodził coraz niżej, muskając osłonięty skrawek dekoltu, jednocześnie rozpinając guziczki płaszczyka, który miała na sobie. Dłonie Szymańskiej, które do tej pory spoczywały na ramionach Kellera powędrowały w okolice jego twarzy. Odsunęła mężczyznę od siebie na minimalną odległość.
- Zabierz mnie do sypialni – wyszeptała wprost do ust ukochanego. Nie musiała dwa razy powtarzać. Jednym, sprawnym ruchem porwał ją w ramiona i zaniósł do sypialni. W szybkim tempie pozbyli się zbędnych części garderoby, by móc w pełni delektować się bliskością swoich ciał. Zrobił krok do przodu powodując tym samym, że Ala „opadła” na łóżko, a on opierając się na dłoniach znalazł się tuż nad nią. Uśmiechając się łobuzersko zbliżył się do niej na minimalną odległość, muskając każdy skrawek jej aksamitnej skóry. Pod wpływem tej pieszczoty jej ciało przeszył przyjemny dreszcz. Przeniosła błądzące do tej pory dłonie z pleców na kark i przyciągnęła go zdecydowanie do siebie. Stali się jednością, by po chwili odnaleźć wspólny rytm.


"Ofiaruje mojej dziewczynie
z kwiatów Holandii utkany
szlafrok w którym utonie
całkiem niezły posiłek jaki
konsumuję lubieżnie co wieczór 
w ciepłych dekoracjach pokoju
przy świecach i przy koniaku
a nad sobą mam jej loki
tak tylko ona
jak jedwab 

Lubie jej farbowane rzęsy,piegi i policzki blade
lubie kiedy miękko ląduje,ona zmysłowo na mojej twarzy

tak tylko ona
jak jedwab"

wtorek, 10 grudnia 2013

8.

- Cholera! - poderwał się z łóżka - Ala! Zaspaliśmy!
- Co? - gwałtownie wybudzona ze snu Ala spojrzała na ukochanego mętnym jeszcze wzrokiem.
- Zaspaliśmy. Za pięć minut zaczynamy dyżur. PIĘĆ minut - zaakcentował.
- Pięknie! - usiadła na łóżku, owijając się kołdrą - Nie dość, że przedłużyliśmy sobie wolne to jeszcze się spóźnimy. Ojciec nas udusi. - wstała i zabierając z szafy ubrania poszła do łazienki.
- Zrobię kawę - zawołał w stronę drzwi od łazienki.
Po upływie kilku minut Szymańska weszła do kuchni, gdzie Keller czekał na nią z ciepłymi tostami i kubkami parującej kawy.
- Smacznego - wypił kilka łyków gorącego napoju i wyszedł do łazienki. Chwilę później wrócił do pomieszczenia ubrany w ciemne jeansy i niebieski T-shirt.
- Lecimy? - spojrzała na mężczyznę, zakładając sobie za ucho niesforny kosmyk włosów.
- Chodź - chwycił dłoń kobiety i pociągnął ją w stronę wyjścia.

***

- Ponad godzina spóźnienia. - spojrzała na zegarek kiedy wchodzili do szpitalnej windy. - Ojciec nas udusi. A o następnym wolnym możemy tylko pomarzyć. Maks, jeszcze nigdy nie spóźniłam się do pracy - dramatyzowała.
- Kochanie - wyraźnie rozbawiony przyciągnął narzeczoną na minimalną odległość. Wykorzystał fakt, że są w windzie zupełnie sami i zamknął jej usta pocałunkiem. Momentalnie delikatna pieszczota przerodziła się w namiętny pocałunek. Zajęci sobą nie zauważyli kiedy winda się zatrzymała i otworzyły się drzwi.
- Ekhm... - Leon, który stał przed windą, dał znać zakochanym o swojej obecności, a oni momentalnie odsunęli się od siebie.
- Tato, przepraszamy, ale... - zanim Jasiński zdążył się odezwać Ala zaczęła swoje wyjaśnienia. - Zaspaliśmy.
- Zaspaliście? Co wyście w nocy robili?! - zapytał przyglądając im się uważniej.
- To wszystko przez Maksa! - rumieniąc się, wskazała palcem na mężczyznę, który ją obejmował.
- O nie, nie! - wypuścił ją ze swoich objęć kręcąc przecząco głową. - A kto chciał, żebym udowadniał?!
- Że niby ja? - udała, że nie wie o czym mówi.
- A nie? Mam Ci przypomnieć... - zupełnie nie zwracając uwagi na Leona zaczęli się kłócić, ale kłócić w ten charakterystyczny dla nich sposób - kochany, uroczy i zabawny.
- Ale to Ty nie nastawiłeś budzika.
- Niby jak miałem to zrobić, kiedy Ty...
- Dzieeeci - przysłuchujący się ich wymianie zdań Jasiński, w końcu postanowił zrobić z nimi porządek. - Dosyć tego. Do pracy. Wystarczająco już się spóźniliście. Chodźcie, przedstawię Wam kogoś. Zakochani posłali sobie promienne uśmiechy i splatając swoje dłonie ruszyli za Leonem.

***

- Panie ordynatorze - podbiegła do niego niewysoka, młodziutka blondynka. - Przepraszam, że przeszkadzam - przeniosła spojrzenie na Maksa i Alę - Ale..
- Nic nie szkodzi. - uśmiechnął się do niej delikatnie - Właśnie pani szukałem. To jest moja córka - wskazała na kobietę - Alicja Szymańska.
- Witam - Szymańska z promiennym uśmiechem podała dłoń młodej dziewczynie.
- I jej narzeczony Maks Keller.
- Maks Keller. - uścisnął jej dłoń.
- Dominika Dąbrowska. Miło mi. - spojrzała prosto w oczy Kellera i uśmiechnęła się zalotnie.
- Pani Dąbrowska od jutra rozpoczyna u nas praktyki. Maks? - spojrzał na przyszłego zięcia. - Mógłbyś zapoznać Panią z jej obowiązkami?
- Tak, oczywiście.
- Cieszę się - rozradowana tym faktem dziewczyna, zbliżyła się do mężczyzny. - To od czego zaczynamy?
- Na razie - objął ramieniem Alicję - musimy iść się przebrać. A później mam dwie operacje. Porozmawiamy jutro. O 14 zaczynam dyżur, więc o 13?
- Będę czekać w bufecie. - jeszcze raz uśmiechnęła się zalotnie.
- Chodźmy - splótł swoje dłonie z dłońmi Szymańskiej i poprowadził ją w stronę szatni.

***

Właśnie wychodził z bloku operacyjnego kiedy podbiegła do niego Dominika.
- Przepraszam, ja wiem, że mieliśmy porozmawiać jutro, ale...
- Nie mogę teraz. - próbował wyminąć dziewczynę, jednak ona uparcie podążała za chirurgiem.
- Ale Panie....
- Alicja! - zawołał w kierunku idącej korytarzem narzeczonej, ignorując tym samym praktykantkę. - Masz chwilę? - zbliżył się na minimalną odległość do kobiety i założył za ucho niesforny kosmyk opadający na twarz Szymańskiej. - Stęskniłem się. - wyszeptał wprost do jej ucha, wywołując tym samym rumieniec na jej policzkach.
- Panie doktorze - młodziutka praktykantka uparcie próbowała zwrócić na siebie uwagę Kellera.
- Pani Dominiko. - spojrzał na dziewczynę - Nie teraz. - powiedział stanowczo.
- Dla przyjaciół Domi - uśmiechnęła się nie zwracając uwagi na to, że Keller zaczyna tracić cierpliwość.
- Nie będę Wam przeszkadzać - Szymańska wyminęła dziewczynę i podążyła wzdłuż korytarza.
- Alicja, zaczekaj. - nie zwracając uwagi na Dąbrowską, podążył za oddalającą się Szymańską. - Ala. - złapał ją za łokieć. - Chodź, mam niespodziankę.
- Spieszę się. - uwolniła swoją rękę z ścisku mężczyzny i skręciła do pokoju lekarskiego.
- Kochanie... - podszedł do niej i kładąc dłonie na jej biodrach, wtulił twarz w jej włosy.
- Maks - do pomieszczenia weszła Sylwia - Jesteś potrzebny na SORze. To pilne.
- Idę - musnął policzek Szymańskiej - Porozmawiamy później.

***

- Nie podoba mi się ta Dominika - odezwała się od razu, kiedy tylko wrócili do domu.
- Co? - zdziwiony spojrzał na Szymańską. Nigdy nie oceniała nikogo po pierwszym spotkaniu, nie znając go dobrze. A Dominika - ona wydawała się być sympatyczną dziewczyną. - Widziałam jak na Ciebie patrzyła!
- Proszę Cię Alicja, o czym Ty mówisz?
- Gapiła się na Ciebie cały czas! Pożerała Cię swoim wzrokiem. I jeszcze ten słodki głosik... "Dla przyjaciół - Domi". No proszę Cię. Co to miało być?!
- Kochanie, Ty jesteś zazdrosna! - widocznie rozbawiony musnął jej usta.
- Nie jestem! - skrzyżowała ręce na piersiach - A w zasadzie to czemu mam nie być? Tak! Jestem zazdrosna. - I nie chcę żebyś z nią pracował. - dodała po chwili.
- Wariatka!
- Burak!
- Kocham Cię. I nikt, nawet "pożerająca mnie wzrokiem" - zacytował słowa ukochanej - Dominika tego nie zmieni. - rozbawiony przygryzł jej dolną wargę, a następnie obdarzył ją czułym pocałunkiem. - Zrobię coś na obiad, a Ty...
- A ja Ci pomogę - weszła mu w słowo. Uwielbiała z nim gotować, uwielbiała patrzeć jak z wielką przyjemnością krząta się przy kuchennych blatach. - To co robimy?
- ... - zanim cokolwiek odpowiedział zajrzał do lodówki sprawdzając, jakie produkty się tam znajdują. - Wychodzimy. - odparł po chwili.
- Ale dokąd? - zdziwiona spojrzała na ciągnącego ją do wyjścia Maksa.
- Zobaczysz.


"Lubię kiedy jesteś o mnie zazdrosna, bo wtedy wiem,
że naprawdę Ci na mnie zależy."