niedziela, 15 września 2013

4.

Wyszedł z łazienki, ubrany jedynie w bokserki. Wycierał ręcznikiem lekko wilgotne włosy, jednocześnie rozglądając się po pokoju. Ali w nim nie było. Stala na balkonie otulona jedynie puszystym szlafrokiem. Oparta o barierkę, wsłuchana w szum morskich fal podziwiała gwieździste niebo. Zarzucił na siebie hotelowy szlafrok i wyszedł na balkon. Powoli, cichutko podszedł do niej. Położył swoje dłonie na jej biodrach, na co ona lekko zadrżała. Przysunął się jeszcze bliżej niej, opierając swoją twarz na jej ramieniu, wtulając ją w jej włosy. Teraz na jej twarzy pojawił się uśmiech. Bezbłędnie rozpoznała jego dotyk, jego zapach... Przy nim nie musiała się bać.
- Mmm... Popatrz jak tutaj jest pięknie. Niebo całe usłane gwiazdami.
- Mhm... Piękna to Ty jesteś - musnął delikatnie jej szyję.
- Patrz - wskazała na niebo - spadająca gwiazda. Pomyśl życzenie. Szybko, Maks!
- Nie muszę - odparł z przekonaniem.
- Dlaczego?
- Bo już jesteś moja. - odwrócił ją przodem do siebie, tak, że patrzyli sobie teraz prosto w oczy. Ujął jej delikatną twarz w swoje dłonie, przybliżył się do niej zatapiając się w jej ustach. Oddała pieszczotę, zakładając ręce na jego ramiona. Pocałunek z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny, zachłanny... Ręce Maksa stopniowo schodziły na dół, gładząc jej plecy, kiedy zeszły nieco niżej, gwałtownie przerwała pieszczotę i odsunęła się od niego...
- Przepraszam... - opuściła głowę. - Przepraszam Maks...
- Ala - ujął w dłonie jej podbródek unosząc go lekko do góry - Zaufaj mi... - poprosił patrząc prosto w jej oczy.
- Ufam Ci. - odpowiedziała od razu. Widać było, że nadal jest jej trudno. Toczyła walkę ze sobą. Walkę między tym czego pragnęła, a tym, co ją prześladowało. Mimo uczucia jakim darzyła Kellera nie była gotowa na kolejny krok, nie po tym co wydarzyło się ubiegłej nocy. Tak bardzo chciała się przełamać, poczuć bliskość jego ciała, poczuć ciepło na sercu, kiedy ma go tak blisko, móc tak po prostu cieszyć się nim, jednocześnie nie mając przed oczami wydarzeń z tej cholernej nocy. Wiedziała, że Maks jej nie skrzywdzi, ufała mu jak nikomu innemu, ale była w niej ta cholerna blokada, za którą sama się w duchu karciła.
- Kochanie... - widział, że jest jej ciężko, jak walczy ze sobą, znał ją przecież jak nikt inny. - Nie płacz - zauważając gromadzące się w jej oczach łzy, pogładził opuszkiem palca jej policzek. Nie chciał na nią w żaden sposób naciskać, chciał tylko, żeby czuła się bezpieczna, żeby mogła mu zaufać. Przysuwając ją jeszcze bliżej siebie, musnął jej włosy i przytulił. Tak po prostu z całej siły przytulił. Pokazał, że poczeka. Poczeka, aż będzie gotowa. 



"Kobieta powinna być potrzebna mężczyźnie do życia,

a nie tylko do współżycia."

- Maks - podniosła twarz, tak żeby móc spojrzeć mu w oczy - Dziękuję. - wyszeptała, łamiącym się głosem. Naprawdę była mu wdzięczna za to, w jaki sposób się z nią obchodzi, jak ją traktuje, jak wspiera. W jego oczach widziała tyle miłości i tak ogromną chęć zdjęcia z jej serca tych okropnych wspomnień, ukojenia jej bólu... Chciał jej pomóc. Doceniała to... A przy tym był tak wyrozumiały. Zapewnił jej cudowne poczucie, że liczy się przede wszystkim ona. Najważniejsze by to ona czuła się dobrze. Tak bardzo ją kochał, że jego potrzeby schodziły na dalszy plan. Ona była dla niego najważniejsza. Widziała to i w jego oczach i w czynach. Tak bardzo chciałaby mu to jakoś wynagrodzić. Ale w tym momencie nie była jeszcze gotowa.
-... - bez słowa musnął jej usta, po czym wtulił twarz w jej włosy.

"Prawdziwej miłości nie udowadnia się słowami"

Od dłuższego czasu stali na balkonie, wtuleni w siebie, on z głową opartą na jej ramieniu. Milczeli, obserwując gwieździste niebo.
- Opowiesz mi coś o niej? O swojej mamie.
- Mama była... była taka... kochana, ciepła, serdeczna i zawsze, bez względu na okoliczności mogłam na nią liczyć... - opowiadała z uśmiechem na ustach, bardzo często w jej wspomnieniach pojawiała się właśnie mama. Była jej autorytetem. Kiedyś, w przyszłości chciałby być taką matką dla swoich dzieci, jaką była dla niej Marta. Ona mówiła, on słuchał. Z wielkim zaciekawieniem. Skoro Alicja miała zostać jego żoną, chciał wiedzieć o niej jak najwięcej. Marty niestety nie zdążył poznać, więc chociaż dzięki opowieści Szymańskiej mógł się czegoś dowiedzieć. - A jak wrócimy do Torunia, to pokażę Ci nasze wspólne zdjęcia, chcesz? - przechyliła głowę tak, żeby móc spojrzeć w jego oczy.
- Pewnie, że chcę.
- A wiesz, co? - odwróciła się przodem do niego.
- Hm?
- Spodobałbyś się mamie. Zawsze lubiła takich... opiekuńczych i ładniutkich facetów.
- Jestem ładniutki? - zapytał wyraźnie rozbawiony jej słowami.
- Jesteś! - kiwnęła potakująco głową, z poważną miną. - I jesteś tyyyyyylko mój. - uśmiechnęła się, zarzucając mu ręce na szyję. - Kocham Cię

***

- Wstawaj śpiochu - wyszeptała przysuwając się do śpiącego jeszcze narzeczonego - Maaaaks - musnęła delikatnie jego policzek - Wstaaajeeeemy.

- Mmmm... - przyłożył dłoń do twarzy Alicji gładząc ją delikatnie. - Która godzina?
- Czwarta - oznajmiła - Wstawaj! Idziemy. Maaaks.
- Co?! Alicja! Zwariowałaś?
- Wschód. Ustaliliśmy wczoraj.
- Alaaa! Daj pospać! Zobacz, na balkonie wszystko widać. Nie możesz tam popatrzeć?
- Nie mogę, Maks! - ściągnęła z niego koc, którym był przykryty. - Chcę z Tobą.
- Oj Ala, Ala - wygrzebał się z łóżka - Daj mi 2 minuty. - chwycił leżące na fotelu spodnie i wszedł do łazienki.


***

Siedzieli na piasku, na środku pustej plaży. On nieco z tyłu, ona przed nim, wtulona w jego silne ramiona, z głową opartą na jego torsie.

- Ale przyznaj się. To był najpiękniejszy poranek w Twoim życiu. - wypuściła z dłoni jego ręce, odwracając się delikatnie do niego.
- W życiu nie. - odpowiedział uśmiechając się zadziornie.
- Znaczy tak czy nie? - uniosła brwi do góry
- Tak. - kiwnął głową.
- A dziękuję bardzo. - posłała mu promienny uśmiech i odwróciła się ponownie w stronę morza.
- ... - próbował się nie roześmiać. Kochał sposób w jaki z nim rozmawiała. Żartobliwy i taki kochany. I uśmiechała się zawsze tak promiennie. - Wracamy już?
- Zostańmy chwilę.
- Chwilę?
- ... - demonstracyjnie kiwnęła głową - Chwileczkę. - ponownie oparła głowę o jego tors jednocześnie splatając jego palce ze swoimi. Z pięknymi uśmiechami na twarzach przez kolejne kilkanaście minut podziwiali wschodzące nad taflą morskiej wody słońce.


"Miłość Twa schronieniem mym 

Twój dotyk, ciepło serca,
bliskość Twa ukoi lek 
To Twój wzrok jak promień słońca
topi mój ból, rozprasza mrok.

Cały mój świat w Twoich ramionach, 
otulasz mnie miłością swą,
Cały mój świat w Twoich ramionach, 
przygarniasz mnie czułością swą.

Bezpieczna by, tak tulisz mnie,
w Twych słowach życia jest powiew,
bliskość Twa ukoi lęk .
Czuje Twój wzrok jak promień słońca
topi mój ból, rozprasza mrok.

Cały mój świat w Twoich ramionach, 
otulasz mnie miłością swą,
Cały mój świat w Twoich ramionach, 
przygarniasz mnie czułością swą."

piątek, 13 września 2013

3.

- Jeszcze moment, zaufaj mi. - wyszeptał, wyciągając z kieszeni apaszkę i zasłaniając jej oczy. 
- Chodź, powoli...
- Maaks, zwariowałeś?! - roześmiała się, stawiając krok za krokiem.
- Zwariowałem! Z miłości - musnął jej policzek. - Uwaga, schodek. - podtrzymując ją za ręce, pomógł wejść na stopień. - I jeszcze jeden... I kolejny... I ostatni. A teraz - dodał po chwili - Ostrożnie, usiądź.
- ... - bez słowa, z wielkim uśmiechem na ustach podążała za nim, poddając się jego wskazówkom.

"Z kimś, z kimś takim jak Ty 
Na koniec świata mogę iść 

Na koniec 
Na koniec 
Mogę iść" 

- Poczekaj chwilkę. I nie podglądaj! - dodał zauważając, że chce zdjąć apaszkę. - Ala! Ja wszystko widzę! - roześmiał się, ruszając w stronę recepcji.
- No dooobra, już. - położyła dłonie na kolanach, czekając aż Maks wróci.
- Możemy iść - wrócił po kilku minutach i podając jej rękę, pomógł jej wstać. - Schody czy winda? - zapytał rozbawiony.
- Maks! Litości! Winda!
- A więc winda... - kiedy tylko drzwi windy się zamknęły przyciągnął Szymańską do siebie - Wiesz, że jesteśmy tutaj sami?
- Taak? - zapytała, przygryzając dolną wargę - I co my teraz zrobimy?
- No właśnie nie wiem. - roześmiał się, a następnie zamknął jej usta delikatnym pocałunkiem.
- Mmmm - odsunęła się od niego, czując, że winda się zatrzymuje - Maks... Wysiadamy.
- Wysiadamy. I jesteśmy - zatrzymał się powodując tym, że i ona stanęła. Puścił jej rękę i wyciągając klucz z kieszeni, otworzył drzwi - Chodź - ponownie zaplótł swoją dłoń z jej dłonią i powoli wprowadził do pokoju, zamykając za sobą drzwi - Jeszcze nie. Ala! - zauważając, że chce zdjąć apaszkę, złapał ją za ręce.
- Alee Maks!
- Chodź - obejmując ją ramieniem, wyprowadził na sporej wielkości balkon.
- Już?
- Już -stojąc za nią powoli rozwiązał apaszkę, która stopniowo odsłaniała jej oczy. - Nie podoba Ci się? - zapytał kiedy przez dłuższą chwile milczała.
- Żartujesz? Tutaj jest piękne. - przeniosła na niego swoje iskrzące się ze wzruszenia spojrzenie.
- Chodź tutaj do mnie. - odwrócił ją tyłem do siebie, wtulając się w jej plecy, opierając głowę na jej ramieniu. Chwyciła jego dłonie, splatając je ze swoimi. Milczeli. Słowa w takim momencie były im zupełnie zbędne. Cieszyli się swoją obecnością podziwiając piękny, morski krajobraz.
- Idziemy? - przerwał panującą ciszę, jednocześnie przenosząc wzrok na szumiące kilka metrów dalej morze.
- Idziemy!


Trzymając się za ręce spacerowali brzegiem morza. Chłodna woda obmywała im stopy, delikatny powiew wiatru rozwiewał jej włosy. Co chwila zerkali na siebie, wymieniając się przy tym pięknymi uśmiechami.
- Ostatni raz byłam nad morzem jeszcze jako mała dziewczynka. Przyjechałyśmy z mamą, w odwiedzimy do ciotki Wandy, do Gdańska. Miałam wtedy jakieś 10 lat? Codziennie przychodziłyśmy z mamą na plażę, budowałyśmy zamki z piasku, przeskakiwałyśmy przez fale, zawsze się świetnie razem bawiłyśmy - oparła głowę na jego ramieniu. - Tęsknię za nią. - przymknęła powieki, pod którymi zaczęły gromadzić się pojedyncze łzy. Nie chciała, żeby je zauważył. - Wracamy? - przystanęła, powodując, że i on się zatrzymał - Zjadłabym coś.
- Mhm... W sumie nie jedliśmy jeszcze obiadu. Na co masz ochotę?
- Hmm... Rybka?
- Rybka, oczywiście. A... co potem?
- Nic? Posiedzimy? Tak po prostu?

*** 

- Dziwna ta moja rybka, taka... mdła.
- Mmm, a moja pyszna!
- Daj spróbować - nabrał swoim widelcem kawałeczek rybki z jej talerza.
- Ejj! - złapała go za rękę - Masz swoje!
- Moje jest niedobre, Ala...
- Sam wybierałeś a poza tym... - przerwała, słysząc dobiegający ze swojej torby dźwięk telefonu - To pewnie tata. Obiecałam, że zadzwonię jak dojedziemy - puściła dłoń Maksa, a on wykorzystując okazję, spróbował jej danie - Halo? Tak, dojechaliśmy. Godzinę? Wieem miałam zadzwonić, przepraszam. Będziemy uważać, pa!
- Leon?
- Mhm, zupełnie zapomniałam do niego zadzwonić. Ej! Jadłeś moja rybkę! - oburzyła się.
- Nieprawda. - śmiejąc się pokręcił głową.
- Jadłeś!
- Wcale nie.
- Przecież widzę. Zjadłeś mi pół porcji!
- Jakie pół! Tylko spróbowałem!
- I tu Cie mam! - klasnęła w dłonie. - Za karę jutro idziemy na wschód słońca.
- Ala tylko nie to! Proszę!
- Idziemy. Wieczorem wracamy do Torunia, innej okazji nie będzie. Postanowione.
- Jesteś nieznośna.
- Wiem. Wracamy do pokoju?
- Wracamy.


"Właściwa osoba u Twojego boku potrafi sprawić, 
że na świat spoglądasz radośniej."

sobota, 7 września 2013

2.

Kochani!
Chciałabym Wam bardzo, bardzo podziękować za wszystkie komentarze, za tyle miłych słów na temat tego co tworzę. Nie sądziłam, że moje wypociny się komuś spodobają [w zasadzie nadal ciężko mi w to uwierzyć] dlatego cieszy mnie to niesamowicie. Dziękuję Wam też za ponad 1000 wyświetleń.
Świadomość tego, że jest ktoś, komu podoba się to, co tworzę jest niesamowicie budująca. Dziękuję :*

Pozdrawiam i zapraszam na kolejną część :)
Mam nadzieję, że się spodoba.

***

"Człowiek jest jak ocean, spokojny i opanowany
dopóki niezależne od niego czynniki nie wzbudzą w nim fali gniewu."

Wyszedł z mieszkania z zamiarem pojechania do Gustawa, jednak zanim tam pojechał musiał sobie to wszystko jeszcze raz, dokładnie przemyśleć. Nie chciał zrobić czegoś, czego później mógłby żałować. Usiadł na jednej z ławeczek, próbując zebrać myśli. Był wściekły. Wiedział, że Alicja mówi prawdę. Nie wątpił w ani jedno jej słowo. Jej reakcja - to roztrzęsienie, płacz, strach - nie było bez powodu. Gustaw, jego ojciec... Skrzywdził najważniejszą kobietę w jego życiu. I choć nie potrafił tego zrozumieć, wyobrazić sobie tego, bo to ojciec, nienawidził go za to. Wiedział, że w przypływie chwili byłby w stanie rzucić się na niego z pięściami. Ale musiał opanować emocje... Przecież nie mógł tego zrobić. Nie mógł tego zrobić Ali, obiecał jej, że nie zrobi nic głupiego. Przymykając na chwilę oczy ułożył sobie wszystko i obiecując sobie, że będzie opanowany, że nie da się sprowokować ruszył w kierunku hotelu.
- Maks, synku - Krystyna serdecznym tonem głosu powitała Maksa
- Hej - muskając policzek matki rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu ojca - Gdzie jest...
- W łazience. - odpowiedziała, zanim zdążył dokończyć pytanie. Doskonale wiedziała po co przyszedł. - Usiądź - poprosiła wskazując jeden z foteli stojących tuż przy niewielkim stoliczku.
- ... - zanim zdążył odpowiedzieć do pomieszczenia wszedł Gustaw. - Jak mogłeś jej to zrobić! - wykrzyczał mu prosto w oczy
- Słuchaj Maks! Ja na to nie pozwolę! Nie pozwolę żeby jakaś... gówniara...
- T... - zawahał się przez chwilę, wypowiedzenie tego słowa stało się dla niego tak cholernie trudne - tato!
- Ojciec ma rację - dodała Krystyna. - Zachowała się okropnie.
- Idę do łazienki - Gustaw patrząc na Krystynę zaczął swoje tłumaczenia - słyszę krzyk, no to wchodzę! Każdy by to zrobił, prawda? Jestem w końcu lekarzem. Słyszę krzyk to wchodzę! To normalne! A ta wariatka... Ta wariatka rzuca się na mnie z pazurami!
- Dosyć tego! - przerwał, nie mogąc dłużej słuchać kłamstw ojca - Nie pozwolę, żebyś przy mnie obrażał moją narzeczoną. Jak mogłeś jej to zrobić, co?! Jak mogłeś mi to zrobić?! Nienawidzę cię!
- Maks! Ta wariatka mało mi oczu nie wydrapała! - odwrócił się w stronę syna.
- I miała rację! Nie chcę Cię znać! Wszystko zniszczyłeś! - wykrzyczał mu prosto w oczy i trzaskając drzwiami wyszedł z pokoju hotelowego, w którym się zatrzymali.
Z każdym krokiem jego plus wracał do normy, oddech stawał się bardziej miarowy. Im dalej znajdował się od niego, od swojego ojca stawał się spokojniejszy.


Wykonał kilka telefonów, wstąpił do kilku sklepów i godzinę później był już w domu.
- Jestem. - podszedł do siedzącej na kanapie Ali i delikatnie musnął jej usta.
- Maks? - przyjrzała mu się uważnie.
- Nie patrz tak, nie zrobiłem nic głupiego. Obiecałem, tak?
- Mhm. Przytul mnie. - poprosiła.
- Choodź - usiadł tuż koło niej, wtulając ją w swoje ramiona. - Mam dla Ciebie niespodziankę. - odezwał się po chwili uśmiechając się tajemniczo.
- Jaką - odsunęła się spoglądając prosto w jego oczy.
- ...
- Maaks! - szturchnęła go łokciem w bok.
- Mamy dziś wolne. I jutro też. I zabieram Cię na wycieczkę.
- Ale, Maks!
- Nie ma żadnego "ale". Wrzucę do torby kilka rzeczy i jedziemy do Sylwii po coś dla Ciebie. - wszedł do sypialni i wyciągając z szafy torbę podróżną, wpakował w nią kilka ubrań. Następnie udał się do łazienki zabierając z niej najpotrzebniejsze kosmetyki, które również wrzucił do torby. - Możemy jechać. - odezwał się wracając do salonu. - Chooodź. Ala...
- Idę przecież. Maks? A zajedziemy najpierw do taty? Zostawiłam tam torebkę. Tam mam wszystko - dokumenty, klucze, telefon...
- Zajedziemy, ale też chodź już - pociągnął ją w stronę wyjścia. - Jeśli się pospieszymy to najpóźniej na 15 będziemy na miejscu. - Ala, proszę Cię chodź.

***

W ciągu niespełna godziny dotarli do Sylwii. Do drodze wstąpili do Leona - nie było ani jego, ani Beaty. Dlatego tylko zabrali torebkę Ali i pojechali na Łazienną.
- Sylwia? Jesteś? - odezwała się, kiedy przekroczyli próg mieszkania.
- Chyba ma dyżur - odezwał się, zamykając jednocześnie drzwi.
- Na to wygląda. - odparła, zaglądając do kuchni.
- No to idziemy Cię pakować. - pociągnął ją w stronę sypialni - Albo nie - zatrzymał się - Ty siadaj, a ja się wszystkim zajmę.
- Ale Maaaks - roześmiała się po raz pierwszy od rana - Ja muszę sama.
- Nooo dobra, ale pamiętaj, że jutro na wieczór wracamy. Nie bierz całej szafy.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. A powiesz mi chociaż gdzie jedziemy? - uniosła brwi do góry
- Powiedziałbym Ci, ale wtedy nici z niespodzianki. - uśmiechnął się, tak, jak uśmiechał się tylko do niej.
- To jak ja mam się spakować? Hmm?
- Proste. Weź - podszedł do szafy i wyciągnął z niej kilka rzeczy - To.
- Nie lubię tego - wzięła od niego swoją sukienkę i schowała ją do szafy. - To będzie lepsze. - Wyjęła długą, sięgającą kostek spódnicę i schowała ją do torby.
- To! - wyjął z powrotem schowaną przez Alę sukienkę
- To!
- To. No dobra. - dodał po chwili, stwierdzając, że z nią nie wygra.
- .... - uśmiechnęła się z satysfakcją - Jeszcze tylko kosmetyki i gotowe?
- Chyba tak. - podszedł do niej, położył dłonie na jej biodrach, po czym zatopił się w jej ustach. - Kocham Cię, wiesz?
- Ja Ciebie też kocham. - przysunęła się bliżej niego i oparła głowę o jego tors. - Pójdę spakować te kosmetyki - dodała po chwili, odsuwając się od niego na minimalną odległość.
- Idź. Ale szybko!
- Już. Widzisz jak się staram - wróciła po kilku minutach trzymając w dłoniach sporej wielkości kosmetyczkę.
- Właśnie widzę. - wybuchnął śmiechem - Co to ma być? Ala jutro wracamy. Po co Ci to wszystko?
- To jest minimum. Zrezygnowałam z kilku rzeczy. Doceń to. - mówiła rozbawiona.
- Doceniam - roześmiał się. - Daj, wrzucę to do torby i możemy jechać, tak?
- No nie zupełnie.
- Alaaa! Co jeszcze?!
- Buty. Dwie pary. No co? Doobra. Jedna para. - zmieniła zdanie widząc jego zniecierpliwione spojrzenie.
- Wszystko? - upewnił się, kiedy wrzuciła do torby buty.
- Mhm - kiwnęła głową. - Idziemy, tak?
- Tak. - w jedną rękę wziął leżącą na łóżku torbę, a drugą dłonią chwycił dłoń Szymańskiej prowadząc ją do wyjścia.

***

Minęła już prawie godzina od kiedy wyjechali z Torunia. Przez cały ten czas Ala próbowała wyciągnąć od Maksa dokąd jada. Próbowała różnych sposobów, jednak żaden nie okazał się skuteczny.
- Alaa! Zostaw! - rozbawiony spojrzał na Szymańską, która zaczęła majstrować przy nawigacji.
- Tylko poprawiam. - zawiedziona odsunęła dłonie od urządzenia
- Wariatka - odparł rozbawiony.
- Twoja wariatka. - dodała również się śmiejąc. - A... - odezwała się po chwili - Daleko jeszcze?
- Kochanie, dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. Teraz - spojrzał na nią - powinnaś się zdrzemnąć. Obudzę Cię jak będziemy na miejscu.
- Nie chce mi się spać - skrzyżowała dłonie udając obrażoną - Chcę wiedzieć gdzie jedziemy.
- ... - spojrzał na nią kątem oka wybuchając śmiechem - Dowiesz się za godzinkę. Jeśli nie będzie korków.
- Ale Maaaaks...
- Co Maks? Co Maks? Śpij. Pół nocy nie spałaś. - zdejmując dłoń z kierownicy położył ją na jej kolanie, gładząc je delikatnie - Spróbuj zasnąć.
- No dooobra - przewróciła oczami. - Spróbuję.
- Grzeczna dziewczynka - uśmiechnął się z satysfakcją i przenosząc wzrok na drogę skupił się na prowadzeniu auta. Kiedy przez dłuższą chwilę nie usłyszał kolejnego pytania Ali - "Daleko jeszcze?" przeniósł na nią swój wzrok. Spała. I wyglądała przy tym tak uroczo. Zwolnił i sięgając ręką na tylne siedzenie wyciągnął z niego swoją bluzę. Cały czas obserwując drogę nakrył ją delikatnie. Przez całą dalsza drogę co chwila zerkał na nią katem oka. Już byli prawie pod pensjonatem, kiedy dostrzegł malujący się na jej twarzy grymas bólu.
- Zostaw mnie! - poderwała się nagle. Była taka przerażona.
- Kochanie - zwalniając nieco, położył dłoń na jej kolanie - Już dobrze. - mówił do niej tak delikatnie, spokojnie jednocześnie cały czas obserwując drogę. - Jestem przy tobie.
- Zatrzymamy się na chwilę? - poprosiła próbując się uspokoić.
- Właściwie to już jesteśmy na miejscu. - zatrzymał się pod niewielkim pensjonatem. - Poczekaj - dodał wysiadając z auta. Okrążył auto i otworzył drzwi od jej strony . - Chodź tu do mnie. - wyciągnął dłoń w jej stronę, pomagając jej wyjść.
- ... - wtuliła się w jego ramiona, płakała.
- Ciii... Kochanie - gładził jej plecy, a jego koszula coraz bardziej przemakała jej łzami. - Już dobrze.
- Maks - odsunęła się od niego po chwili, ścierając łzy z policzków. - Już mi lepiej. - uśmiechnęła się nikle - Gdzie my jesteśmy? - zapytała, rozglądając się po okolicy.

"Więc proszę Cię blisko bądź 
Kochaj mnie, trwaj przy mnie bo 
Wokół wzburzone morze 
Tylko Twoja dłoń.. stały ląd."

środa, 4 września 2013

1.

Już od dłuższego czasu zastanawiałam się nad stworzeniem tego miejsca, nad napisaniem nowego opowiadania. Moja Kochana Karolcia dłuuugo mnie do tego namawiała, ale ja czekałam na odpowiedni moment, czekałam, aż to poczuję. I teraz nadszedł ten moment - patrząc na to, co dzieje się w serialu stwierdziłam, że potrzebuję się wyżyć i napisać coś po swojemu, tak jak to sobie wymarzyłam. Usiadłam i zaczęłam pisać. 
Część trochę wzięta z serialu, ale tego mi było trzeba, o.
No nic, zapraszam do czytania.

I jeszcze jedno, Kocham Cię Mała! :* ♥

***

Właśnie wracał z sali operacyjnej, zmęczony, ale mimo to uśmiech nie schodził mu z twarzy. Myślał o tym, ze za niespełna pól godziny będzie przy niej – przy Ali. Będzie mógł położyć się tuż obok niej, wtulić się w jej ciało, poczuć jej zapach, delikatność jej dotyku, słodycz jej ust. Jak wychodził, obiecała, że na niego zaczeka. Ta noc miała należeć tylko do nich.
- Hej, co ty tu robisz? - wchodząc do pokoju lekarskiego zobaczył, że siedzi na kanapie. Od razu zareagowała na jego głos, wyrwana jakby z zamyślenia przeniosła na niego swoje spojrzenie. Dopiero kiedy podszedł bliżej, zobaczył w jakim jest stanie. Cala drżała, płakała. Kiedy usiadł, od razu wtuliła się w jego ramiona, wybuchając jeszcze większym płaczem. Była taka przerażona, roztrzęsiona. - Co się stało? Ej, słyszysz! Alicja!
- ... - nie była w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. To co się wydarzyło, było tak cholernie trudne, bolesne.
- Alicja! - widząc ją w takim stanie, w środku nocy, tutaj w szpitalu, nie wiedział co ma myśleć. Był przerażony. Tym bardziej, że Ala nic nie mówiła, płakała wtulona w jego ramiona - Alicja! Co się stało? - z coraz większym przerażeniem spoglądał na roztrzęsioną kobietę - Proszę cię, powiedz mi co się stało!
- Ne wiem jak ci to powiedzieć... - odezwała się w końcu.
- Alicja - odsunął ją od siebie, spoglądając w jej zapłakane, przerażone oczy - Proszę cię, coś z Leonem?
- Nie... nie - mówiła z takim trudem, widać było, że to wszystko jest dla niej cholernie trudne - Twój ojciec... - na samo wspomnienie tego człowieka zadrżała.
- Coś się stało z moim ojcem?
- Nie... twój ojciec wpakował mi się do łóżka - wydusiła w końcu z siebie, ponownie wtulając się w jego silne ramiona, chciała poczuć się bezpiecznie.

"I nagle tak bardzo zapragnęłam kogoś, kto mi powie: 
"Nie pozwolę Cię skrzywdzić"."

- Słucham!? - jakby nie dowierzając w to, co dopiero usłyszał, odsunął ją od siebie.
- Próbował mnie zgwałcić - wykrzyczała jednym tchem, ponownie zanosząc się płaczem.
- ... - bez słowa zamknął ja w swoich ramionach, muskając jej włosy. To co dopiero usłyszał wstrząsnęło nim, zburzyło jego życie. Przez chwilę nie wiedział co myśleć. Z jednej strony Ojciec, człowiek którego znal od zawsze, któremu, ufał. Był jego ideałem. A z drugiej Ala, kobieta, której nie znał długo, ale którą naprawdę pokochał, z którą wiązał plany na przyszłość. Jej też ufał bezgranicznie. Zanim doprowadził swoje myśli do ładu, minęła dłuższa chwila. Nie wiedział co tak naprawdę się tam działo, ale też nie miał żadnych wątpliwości, że Ala mówi prawdę. Bez powodu nie jechałaby tutaj w środku nocy, nie w takim stanie. Zresztą po co miałaby kłamać?
- Maks - wyszeptała i odsunęła się od niego, kiedy przez dłuższą chwilę się nie odezwał - Zawieź mnie do Sylwii – poprosiła, próbując się uspokoić.
- Ala...
- Proszę cię - nie pozwoliła mu dokończyć. Widziała, że toczy walkę ze swoimi myślami. Że nie do końca jej uwierzył. Z jednej strony nie powinna mu się dziwić, w końcu to jego ojciec. Człowiek, który go wychowywał, był jego ideałem. Ale ona była jego narzeczoną, kochał ją i to ona powinna być dla niego najważniejsza, to jej powinien ufać.
- Pojedziemy do mnie, do nas. Nie zostawię cię teraz samej. Ala, kochanie - chwycił jej twarz w swoje dłonie, ścierając opuszkami palców łzy, spływające po mokrych od płaczu policzkach.
- Maaks – chwyciła jego dłonie w swoje drżące dłonie i zdjęła je ze swojej twarzy – Widzę jakie to dla Ciebie trudne. Zawieź mnie do Sylwii, proszę.
- Ala, masz rację, to wszystko jest trudne - mówił patrząc jej w oczy – Trudno mi w to uwierzyć, to mój ojciec, ale... Ala, Kocham Cię i ufam Ci. I obiecuję Ci, że... że nikt więcej Cię nie skrzywdzi. Nikt! - powtórzył zdecydowanym tonem głosu - Ani on, ani nikt inny. Nie pozwolę na to. Ze mną jesteś bezpieczna.
- ... - nie powiedziała nic. Wtuliła się w jego ramiona, tak bardzo bała się jego reakcji na to, co się wydarzyło. Bała się, że jej nie uwierzy. A on zachował się tak jak powinien, uwierzył jej i obiecał, że nie pozwoli jej skrzywdzić. To jej wystarczyło, tymi kilkoma zdaniami pokazał jej, jak bardzo ją kocha, jak jej ufa. To sprawiło, że po raz pierwszy od tamtej chwili poczuła się bezpieczna, tak naprawdę bezpieczna.
Keller zostawiając Alę na chwilę w pomieszczeniu, poszedł się przebrać. Po niespełna 5 minutach był z powrotem i chwytając jej dłoń zabrał ją do auta. Przez całą drogę do domu żadne z nich się nie odezwało. Dopiero, kiedy przekroczyli próg mieszkania, Maks przerwał panującą między nimi ciszę.
- To teraz - wszedł do sypialni i wyciągając z szafy swoją koszulkę podał ją Ali - idziesz do łazienki. A ja w tym czasie... Albo nie - rozmyślił się - ja pójdę z tobą. - uśmiechnął się delikatnie prowadząc Alę do łazienki. Szybko uporali się z wieczorną toaletą i chwilę później leżeli w łóżku.
- Dziękuję - odezwała się po chwili, jeszcze bardziej wtulając głowę w jego nagi tors.
- Za co? - zapytał, nie przestając gładzić jej pleców.
- Za to, że jesteś, że nie zwątpiłeś.
- Kocham Cię i nie mógłbym inaczej. Ale teraz śpij. Jutro czeka nas ciężki dyżur. - musnął jej włosy, zaplatając jednocześnie swoje palce w jej dłoni. Dobranoc.
- Kocham Cię. Dobranoc.

"Miłość jest pięk­na tyl­ko wte­dy, 
gdy obie stro­ny mają do siebie zaufa­nie i są w sta­nie 
dać sobie nawza­jem poczu­cie bezpieczeństwa."

***

Przez całą noc nie mógł spać, ciągle myślał o tym, co się wydarzyło, więc jakże okrutny wydał się być dźwięk budzika, oznajmiającego, że czas wstać. Najszybciej jak się dało wyłączył urządzenie i ponownie wtulił się w ramiona ukochanej.
- Ala, kochanie - szeptał czule, składając delikatne pocałunki na jej szyi.
- ... - czując jego dotyk, poderwała się gwałtownie, wróciły wspomnienia sprzed kilku godzin. - Zostaw! - krzyknęła - Maks? Przepraszam...
- Alaa - widząc gromadzące się w jej oczach zły, zrozumiał, że swoim zachowaniem zamiast jej pomóc, powodował, że wszystko do niej wracało. - To ja przepraszam. Musimy wstawać. Zrobię nam coś na śniadanie. Jajecznica?
- Nie jestem głodna.
- Alicja, musisz jeść. Jajecznica czy tosty?
- Tosty? I kawa, mocna kawa.
- Nie wstawaj! Zaraz przyniosę wszystko do sypialni.
- Mhm... - usiadła na łóżku, podciągając kolana pod brodę, jednocześnie naciągając na nie koszulę, którą miała na sobie. Zatrzymując wzrok gdzieś w martwym punkcie zamknęła się w świecie swoich myśli.
- Jestem - wszedł do sypialni z tacą, na której ustawił ciepłe tosty i gorącą kawę - Powinnaś wziąć sobie wolne - dodał, zauważając jej nieobecne spojrzenie - Zadzwonię do Ordy, na pewno się zgodzi na zmianę dyżurów.
- Nie chcę. Praca to praca. - mówiła, patrząc nadal w tym samym kierunku.
- Odpuść sobie, Ala - położył swoją dłoń na jej dłoni - Proszę.
- Przecież wiesz, że nie odpuszczam.
- Wiem, ale czasem powinnaś. Jedz teraz, bo wystygnie.
- A Ty? - spojrzała na niego, biorąc tosta w dłonie.
- Ja zjem potem. Muszę teraz gdzieś wyjść.
- Idziesz do niego? - zapytała, jednak nie uzyskała odpowiedzi. - Maks!
- Nie denerwuj się. Tak, idę do niego. Nie mogę przecież tego tak zostawić. Jedz, proszę. I obiecaj, że zaczekasz tutaj na mnie.
- Obiecuję. A Ty obiecaj, że... że nie zrobisz nic głupiego.
- Obiecuję. Pa! - muskając przelotnie jej policzek wyszedł z sypialni, a po chwili dało się słyszeć zgrzyt przekręcanego w drzwiach klucza.
Kiedy została sama znowu rozpoczęła się jej walka ze sobą. Tak bardzo starała się o tym nie myśleć, ale za każdym razem, kiedy była sama wszystko wracało ze zdwojoną siłą. Gdyby Maks jej nie uwierzył, gdyby stanął po stronie swojego ojca, nie widziałaby przyszłości dla ich związku, nie było by ich, nie byłoby jej.
Zjadła przygotowane przez Kellera śniadanie. Najchętniej poszyłaby teraz biegać, tak robiła zawsze kiedy miała jakiś problem, wtedy o niczym nie myślała, po prostu biegła przed siebie. Teraz nie miała tutaj nic, poza sukienką i bluzą Leona, więc bieganie odpadało. Musiała więc zająć się tym co miała. Odkurzanie, ścieranie kurzy to zdawało się być najlepszym rozwiązaniem.