czwartek, 31 października 2013

7.

- Chodźmy na plażę - odezwała się i spojrzała w kierunku wychodzącego na balkon Maksa.
- Chyba mam lepszy pomysł - położył dłonie na jej biodrach uśmiechając się łobuzersko
- Maks! - zdjęła ze swoich bioder jego dłonie i odwracając się w kierunku plaży. - Za parę godzin jedziemy, chcę się nacieszyć widokami.
- Krótki spacer i wracamy.
- ... - demonstracyjnie kiwnęła głową, uśmiechając się przy tym.
- Chodźmy - chwycił jej dłonie i splatając ze swoimi palcami pociągnął w stronę wyjścia.


***

Stała przy brzegu morza, chłodne fale uderzały o jej buty, jednak jej to zupełnie nie przeszkadzało. Wpatrywała się w wędrujące po morzu fale, chcąc nacieszyć się pięknem miejsca, Maks, do którego zadzwonił Jivan odszedł nieco dalej. Parę minut później zakończył rozmowę i wkładając telefon do kieszeni powoli podszedł do Ali. Ostrożne, tak by nie zauważyła zbliżył się na minimalną odległość. Kładąc dłonie na jej biodrach, złożył pocałunek na jej szyi. Skrzyżowane do tej pory na brzuchu ręce przeniosła na dłonie Kellera, jednocześnie przechylając twarz i poddając się jego pieszczotom. Odwrócił ją przodem do siebie i porywając ją na ręce zaczął się kręcić w kółko.
- Maks! - łapiąc go za szyję, wtuliła się w niego z całej siły - Wariacie! Puść mnie, sły...
- ... - zamykając jej usta pocałunkiem, nie pozwolił jej dokończyć. Składał na jej ustach delikatne pocałunki ciągle kręcąc się z nią w kółko, aż w końcu oboje upadli na chłodny, suchy piasek. Wybuchając przy tym śmiechem.
- Ałaaaa - gładząc swoje plecy i powstrzymując śmiech, obróciła się w taki sposób, aby móc usiąść na leżącym obok niej mężczyźnie. - Kocham Cię - pochyliła się nad nim i całując go delikatnie. Oddał pocałunek przyciągając ją do siebie. Pieszczota z każdą chwilą stawała się coraz bardziej namiętna i zachłanna. Nie przerywając czułych muśnięć, wykonał jeden, zdecydowany ruch i teraz to Ala leżała na piasku, a on unosił się tuż nad jej ciałem. Oderwała się od niego i odsunęła na minimalną odległość. Oparła swoje czoło o jego czoło i przysunęła swój nosek, do jego nosa. Byli tak blisko, ich usta dzieliły zaledwie milimetry.
- Kocham Cię - wyszeptał tylko.
- Udowodnij. -  Dostrzegł w jej oczach radośnie skaczące iskierki, które mówiły tylko jedno - pragnęła go, tu i teraz. Skromna i grzeczna doktor Szymańska przy nim stawała się niegrzeczną Alicją, jego Wariatką.
- Wariatka! Udowodnię Ci dziś wieczorem, w domu - wyszeptał wprost do jej ucha, następnie muskając przelotnie jej usta. Ona zatrzymała go przy sobie na dłużej.


"Póki radość jest w nas
Słońca dłoń gładzi twarz
Warto żyć, warto śnić, warto być
Póki wciąż śpiewa ptak
Rzeka ma źródła smak
Warto śmiać, cieszyć się
Warto kochać

Gdzieś w każdym z nas
Jest dziecka ślad
Małe szczęścia
I ich smak"

***

Wracając do pokoju wstąpili na krótkie zakupy, a następnie do restauracji na szybki obiad. W pokoju byli parę minut po 16. W ciągu kilkunastu minut zebrali wszystkie swoje rzeczy z pokoju. Upewniając się jeszcze, że nic nie zostało, zamknęli pokój i udali się do recepcji, gdzie zostawili kluczyć i pożegnali się z personelem. Chwilę później razem, trzymając się za ręce, ruszyli w kierunku jego samochodu stojącego na pobliskim parkingu. Włożyli do bagażnika torby i odjechali. Droga powrotna minęła im bardzo szybko. Przez znaczną cześć trasy rozmawiali, śmiali się, przedrzeźniali - tak jak to mieli w zwyczaju. Dochodziła 19 kiedy zaparkował ciemnym autem pod swoim domem. Spojrzał na Alicję, która próbowała odszukać w swojej torebce klucze od mieszkania. 
- Wracajmy do Sopotu. Tam było tak..
- Pięknie. - na wspomnienie tych kilku dni uśmiech pojawił się na jej twarzy. - Maks... Dziękuję. - zbliżyła się do niego i musnęła jego usta. - Ten wyjazd... tam, przy Tobie zapomniałam...
- Kochanie, nie wracajmy do tego co było. Nie teraz. Teraz... - otworzył drzwi i wysiadł z auta. Okrążył pojazd i otworzył drzwi od strony Szymańskiej. - Teraz to chyba muszę spełnić swoją obietnicę. - chwytając dłoń Alicji, pomógł jej wysiąść z auta. - Kocham Cię. - wyszeptał jej wprost do jej ust. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć zamknął jej usta pocałunkiem. Oderwał się od niej dopiero po chwili i zamykając pospiesznie auto pociągnął ją w stronę domu.


***

Całowali się namiętnie przekraczając próg mieszkania. Oplotła rękami jego szyję i gładziła dłońmi po jego ciemnych włosach. Przemierzając niewielki korytarz zrzucił z jej ramion płaszczyk, po czym sprawnym ruchem pozbył się swojej marynarki. Z każdym kolejnym krokiem ich oddechy stawały się coraz szybsze i płytsze. Nie przerywając pocałunków weszli na górę, niekiedy potykając się o stopnie. Jego silne dłonie wędrowały po sylwetce jej zmysłowego ciała. Będąc cały czas w swoich objęciach zrobili kilka kroków w stronę dużego łóżka. Odrywając się od jej ust zszedł pocałunkami na jej szyję. Pochyliła głowę na bok poddając się pieszczocie. Jego dłonie błądzące po jej ciele zawędrowały w okolice jej dekoltu. Powoli, guziczek po guziczku rozpiął jej bluzeczkę, którą zarzucił lekko do tyłu. Ponownie zaczął pieścić ustami jej delikatne ciało. Uśmiechnęła się pod wpływem pieszczoty, a jej dłonie powędrowały w okolice jego torsu. Wsunęła dłonie pod koszulkę, którą miał na sobie, podciągając ją do góry. Przerwał pocałunki i sprawnym ruchem pozbył się górnej części garderoby. Zarzucając dłonie na jego szyję, zachłannie zatopiła się w jego ustach. Po chwili będąc w swoich objęciach skierowali się w stronę dużego łóżka. Potykając się o porozrzucane na podłodze części garderoby, wreszcie znaleźli się przy meblu. Nie przerywając pieszczot porwał ją w ramiona i delikatnie położył na aksamitnej pościeli. Opierając się na rękach "zawisł" tuż nad jej twarzą, spoglądając w jej czekoladowe tęczówki. Figlarnie skaczące w nich iskierki wywołały na jego twarzy uśmiech. Nie czekała na kolejny gest z jego strony. Przygryzła zalotnie dolną wargę i chwytając w dłonie jego twarz i zdecydowanie przyciągnęła go do siebie.
- Kocham Cię - wyszeptała wprost do jego ust, po czym zatopiła się w ich aksamicie.
- Kocham Cię - Przerwał pocałunek i zaczął schodzić pocałunkami coraz niżej. Odchyliła głowę na bok, pozwalając mu błądzić pocałunkami na swojej szyi, a sama zaczęła gładzić delikatnie jego plecy. Uśmiechnęła się promiennie czując ciepło jego ust w okolicy dekoltu. Kiedy ścieżka pocałunków zaczęła schodzić jeszcze niżej, wykrzywiła się delikatnie, a jej ciało przeszył przyjemny dreszcz. W końcu oderwał usta od jej aksamitnego ciała i wrócił pocałunkami do jej ust. Przywierając do niego, przyciągnęła go do siebie tak, że między nimi nie było wolnej przestrzeni.
Tej nocy uczucie ponownie wzięło górę. Spędzili kolejne upojne chwile, ciesząc się sobą i swoją miłością.


"Miłość nie jest wtedy, gdy się komuś mówi, że się go kocha.
Miłość to taka iskierka w oczach, która sprawia, 
że świat wygląda zupełnie inaczej,
słowa dotykają bardziej, 
a pocałunki za każdym razem smakują tak, 
jakby to był pierwszy raz."

czwartek, 24 października 2013

6.

Do hotelowego pokoiku wpadły ostatnie promienie słońca. Leżeli w łóżku wśród skotłowanej, białej pościeli. Żadne z nich nie spało. Wtuleni w swoje ramiona wsłuchiwali się w miarowe bicie swoich serc. Alicja wskazującym palcem kreśliła na jego nagim torsie serduszka, uśmiechając się przy tym promiennie. On nieprzerwanie gładząc jej ramię, muskał co chwilę jej włosy.
- Jesteś cudowna. - wyszeptał. - Kocham Cię.
- ... - przekręciła głowę tak, by móc spojrzeć mu w oczy - Ja Ciebie też kocham. -
- Jestem cholernym farciarzem.
- Tak? A to dlaczego? - zalotnie przygryzła dolną wargę.
- Bo jesteś moja. I... pokazałaś mi moją krainę czarów. - założył jej za ucho niesforny kosmyk włosów, opadający na jej twarz.
- ... - w odpowiedzi zbliżyła swoją twarz do jego twarzy i z czułością musnęła jego usta. Odwzajemnił pieszczotę, która z każdą chwilą stawała się coraz bardziej zachłanna i namiętna. Dłonie Kellera, które do tej pory spoczywały na ramieniu Szymańskiej zaczęły błądzić na jej nagich plecach rozkoszując się aksamitem jej skóry. Oderwał się na chwilę od jej ust i jednym zdecydowanym ruchem przekręcił się tak, że znalazła się pod nim. Na krótką chwilę ponownie zatopił się w jej ustach, schodząc pocałunkami wzdłuż jej szyi. Każdy dotyk Kellera powodował, że jej ciało przeszywał delikatny, przyjemny dreszcz. Uwielbiał to, że tak na nią działa.
- Mmmmm - odsunęła się niechętnie od niego słysząc uporczywie dzwoniący telefon. - Maks - odsunęła go od siebie. Siadając na łóżku, sięgnęła po dzwoniące urządzenie.
- Ej... Zostaw, zostaw - złapał ją za rękę i ponownie przyciągnął do siebie.
- Maks. To może być coś ważnego. - musnęła przelotnie jego usta i odebrała połączenie. - Cześć tato - odezwała się radosnym głosem.
- ALA dziecko! Gdzie Wy jesteście?! Od godziny próbujemy się z Beatą do Was dodzwonić! Mieliście już dawno u nas być! Martwiliśmy się! - wyraźnie zdenerwowany Leon zasypał ją pytaniami.
- Przepraszam, tato... przepraszam... Byliśmy z Maksem na spacerze, potem... Zapomniałam zadzwonić... - roześmiała się czując jak Keller zaczyna tworzyć ścieżkę pocałunków na jej nagim ramieniu.
- Ala, co się tam dzieje?
- Nic! - odpowiedziała szybko i odsuwając ukochanego wyszeptała - Maaaks, nie teraz.
- Kiedy wracacie?
- Jutro, z samego... - nie dokończyła gdyż Keller zabrał z jej dłoni telefon.
- Leon? Cześć. Słuchaj, da się nam wcisnąć jutro wolne?
- No.. Dobra. Ale po jutrze oboje przychodzicie na poranny dyżur. - zgodził się od razu. Słysząc chwilę wcześniej w słuchawce roześmiany, radosny głos córki, nie potrafił odmówić Kellerowi. - I bez żadnych numerów. Przed obchodem meldujecie się u mnie.
- Tak jest szefie - roześmiał się i zakończył rozmowę.
- Ale jak to wolne? Maaaks?
- Nie podoba Ci się tutaj? - zapytał przyciągając ją do siebie.
- Jest cudownie. - przymknęła oczy i wtuliła się w tors Kellera
- To nie marudź. Muszę się Tobą nacieszyć. W Toruniu nie będzie tak miło - zaczną się dyżury...
- No doooooobra. - przygryzła zalotnie dolną wargę, po czym zamknęła jego usta pocałunkiem, oplatając jednocześnie nogami jego biodra. Jego dłoń, która do tej pory czule gładziła jej ramię stopniowo zaczęła schodzić coraz niżej, by po chwili znaleźć się na jej udzie.
- Kocham... Cię... - szeptał wprost do jej ust, między kolejnymi pocałunkami. - kocham... - Przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej, tak by nie dzieliły ich nawet milimetry wolnej przestrzeni. Ciesząc się sobą, swoją bliskością, a gdy po jakimś czasie nasycili sobą swoje zmysły, znowu budziło się w nich pożądanie, z którym nie chcieli i nie potrafili walczyć
.

"Kocham cię kochanie moje

Kocham cię, a kochanie moje
To polana w leśnym gąszczu schowana
Kocham cię kochanie moje
Kocham cię, a kochanie moje
To sad wiosenny, rozgrzany i senny
Kocham cię kochanie moje
To rozstania i powroty
I nagle dzwony dzwonią
I ciało mi płonie
Kocham cię"

***


Obudził się pod wpływem promyków słońca skaczących po jego twarzy. Uśmiechnął się mimowolnie czując na swoim nagim torsie ciężar. Świadomość tego, że jest tutaj z nim, że jest jego sprawiała, że czuł się najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Odwrócił głowę tak, by móc na nią spojrzeć. Spała tak spokojnie, a jej policzki oblewały delikatne rumieńce. Mógłby patrzeć na nią godzinami. Poleżał tak jeszcze chwilę, po czym delikatnie, tak, żeby jej nie obudzić przełożył jej głowę na poduszkę. Wśród porozrzucanych na podłodze części garderoby odszukał te, należące do niego. Sprawnie się ubrał i chwilę później wyszedł z pokoju. Zszedł do recepcji, gdzie zamówił śniadanie, a następnie wyszedł z pensjonatu.
Wrócił chwilę później niosąc w dłoniach czerwoną różę. Odebrał przygotowane śniadanie i podążył w stronę pokoju. Tak jak się spodziewał Ala nadal spala. Tacę, którą trzymał w dłoniach odstawił na nocny stoliczek i zabierając z niej położoną wcześniej różę usiadł na brzegu łóżka, tuż obok śpiącej kobiety. Przyłożył aksamitne płatki róży do jej nagiego ramienia, gładząc je po całej długości. Pod wpływem subtelnego dotyku, delikatnie zamruczała. Poprowadził płatki wzdłuż jej szyi, a następnie zatrzymał się na lekko zarumienionym policzku. Muskał go delikatnie przez chwilę, wywołując tym samym rozkoszny uśmiech na jej twarzy, nie spała, jednak dalej miała przymknięte oczy. Zbliżył różę do jej ust, przesuwając płatkami to jej wargach. Rozchyliła je delikatnie z nadzieją, że za chwilę poczuje ciepło jego ust. Widział doskonale, że czeka pieszczotę, ale zamiast obdarować ją wyczekiwaną pieszczotą, nadal muskał jej usta płatkami róży. Zniecierpliwiona otworzyła zaspane oczy.
- Dzień dobry Kochanie - dopiero teraz zbliżył się do niej i pocałował ją czule w usta.
- Mmmm... Bardzo dobry - wymruczała lekko ochrypłym od snu głosem.
- Jak się spało? - spytał z uśmiechem na ustach, który ona po chwili odwzajemniła.
- Krótko. - odpowiedziała od razu.
- Żałujesz? - zapytał, obserwując skaczące w jej oczach iskierki.
- Nieeee. - odparła przygryzając dolną wargę.
- ... - w odpowiedzi uśmiechnął się zadziornie. Przelotnie musnął jej usta i sięgnął po tacę ze śniadaniem. - Przygotowałem śniadanko. - poczekał aż usiądzie i położył tackę na jej nogach. Zjedli karmiąc się wzajemnie, sprawiając sobie tym mnóstwo radości.
- Maaaaaks - odsunęła go od siebie - Popatrz jak nakruszyliśmy - dodała, otrzepując się z okruszków.
- Aż tak Ci to przeszkadza? -ponownie zbliżył się do niej, i zaczął tworzyć ścieżkę pocałunków na jej szyi. Poddała się pieszczocie, przechylając głowę do boku, śmiejąc się przy tym tak radośnie. Dopiero po chwili opamiętała się i przerwała jego pieszczoty.
- Maaakssss. - ujęła jego twarz w swoje dłonie - Czy my nie powinniśmy iść na plażę?
- Pięć minut nas nie zbawi.
- Pięć minut? - dopytała rozbawiona i złożyła pocałunek na jego ustach.
- Może być i dziesięć - przygryzł jej dolną wargę.
- Wariat... Zboczeniec... - mówiła między kolejnymi pocałunkami, które z każdą chwilą stawały się coraz bardziej zachłanne i namiętne.



"Kocham cię kochanie moje
Kocham cię, a kochanie moje
To oczy twoje we mnie wpatrzone
Kocham cię kochanie moje
Kocham cię, a kochanie moje
To tęsknota nieskończona
Kocham cię a kochanie moje
To rozstania i powroty
I nagle dzwony dzwonią
I ciało mi płonie
Kocham cię


Kocham cię kochanie moje
Kocham cię, a kochanie moje
To przypominanie pierwszej pieszczoty
Kocham cię kochanie moje
Kocham cię, a kochanie moje
To noce z miłości bezsenne


Kocham cię kochanie moje
To rozstania i powroty
I nagle dzwony dzwonią
I ciało mi płonie
Kocham cię"