piątek, 13 września 2013

3.

- Jeszcze moment, zaufaj mi. - wyszeptał, wyciągając z kieszeni apaszkę i zasłaniając jej oczy. 
- Chodź, powoli...
- Maaks, zwariowałeś?! - roześmiała się, stawiając krok za krokiem.
- Zwariowałem! Z miłości - musnął jej policzek. - Uwaga, schodek. - podtrzymując ją za ręce, pomógł wejść na stopień. - I jeszcze jeden... I kolejny... I ostatni. A teraz - dodał po chwili - Ostrożnie, usiądź.
- ... - bez słowa, z wielkim uśmiechem na ustach podążała za nim, poddając się jego wskazówkom.

"Z kimś, z kimś takim jak Ty 
Na koniec świata mogę iść 

Na koniec 
Na koniec 
Mogę iść" 

- Poczekaj chwilkę. I nie podglądaj! - dodał zauważając, że chce zdjąć apaszkę. - Ala! Ja wszystko widzę! - roześmiał się, ruszając w stronę recepcji.
- No dooobra, już. - położyła dłonie na kolanach, czekając aż Maks wróci.
- Możemy iść - wrócił po kilku minutach i podając jej rękę, pomógł jej wstać. - Schody czy winda? - zapytał rozbawiony.
- Maks! Litości! Winda!
- A więc winda... - kiedy tylko drzwi windy się zamknęły przyciągnął Szymańską do siebie - Wiesz, że jesteśmy tutaj sami?
- Taak? - zapytała, przygryzając dolną wargę - I co my teraz zrobimy?
- No właśnie nie wiem. - roześmiał się, a następnie zamknął jej usta delikatnym pocałunkiem.
- Mmmm - odsunęła się od niego, czując, że winda się zatrzymuje - Maks... Wysiadamy.
- Wysiadamy. I jesteśmy - zatrzymał się powodując tym, że i ona stanęła. Puścił jej rękę i wyciągając klucz z kieszeni, otworzył drzwi - Chodź - ponownie zaplótł swoją dłoń z jej dłonią i powoli wprowadził do pokoju, zamykając za sobą drzwi - Jeszcze nie. Ala! - zauważając, że chce zdjąć apaszkę, złapał ją za ręce.
- Alee Maks!
- Chodź - obejmując ją ramieniem, wyprowadził na sporej wielkości balkon.
- Już?
- Już -stojąc za nią powoli rozwiązał apaszkę, która stopniowo odsłaniała jej oczy. - Nie podoba Ci się? - zapytał kiedy przez dłuższą chwile milczała.
- Żartujesz? Tutaj jest piękne. - przeniosła na niego swoje iskrzące się ze wzruszenia spojrzenie.
- Chodź tutaj do mnie. - odwrócił ją tyłem do siebie, wtulając się w jej plecy, opierając głowę na jej ramieniu. Chwyciła jego dłonie, splatając je ze swoimi. Milczeli. Słowa w takim momencie były im zupełnie zbędne. Cieszyli się swoją obecnością podziwiając piękny, morski krajobraz.
- Idziemy? - przerwał panującą ciszę, jednocześnie przenosząc wzrok na szumiące kilka metrów dalej morze.
- Idziemy!


Trzymając się za ręce spacerowali brzegiem morza. Chłodna woda obmywała im stopy, delikatny powiew wiatru rozwiewał jej włosy. Co chwila zerkali na siebie, wymieniając się przy tym pięknymi uśmiechami.
- Ostatni raz byłam nad morzem jeszcze jako mała dziewczynka. Przyjechałyśmy z mamą, w odwiedzimy do ciotki Wandy, do Gdańska. Miałam wtedy jakieś 10 lat? Codziennie przychodziłyśmy z mamą na plażę, budowałyśmy zamki z piasku, przeskakiwałyśmy przez fale, zawsze się świetnie razem bawiłyśmy - oparła głowę na jego ramieniu. - Tęsknię za nią. - przymknęła powieki, pod którymi zaczęły gromadzić się pojedyncze łzy. Nie chciała, żeby je zauważył. - Wracamy? - przystanęła, powodując, że i on się zatrzymał - Zjadłabym coś.
- Mhm... W sumie nie jedliśmy jeszcze obiadu. Na co masz ochotę?
- Hmm... Rybka?
- Rybka, oczywiście. A... co potem?
- Nic? Posiedzimy? Tak po prostu?

*** 

- Dziwna ta moja rybka, taka... mdła.
- Mmm, a moja pyszna!
- Daj spróbować - nabrał swoim widelcem kawałeczek rybki z jej talerza.
- Ejj! - złapała go za rękę - Masz swoje!
- Moje jest niedobre, Ala...
- Sam wybierałeś a poza tym... - przerwała, słysząc dobiegający ze swojej torby dźwięk telefonu - To pewnie tata. Obiecałam, że zadzwonię jak dojedziemy - puściła dłoń Maksa, a on wykorzystując okazję, spróbował jej danie - Halo? Tak, dojechaliśmy. Godzinę? Wieem miałam zadzwonić, przepraszam. Będziemy uważać, pa!
- Leon?
- Mhm, zupełnie zapomniałam do niego zadzwonić. Ej! Jadłeś moja rybkę! - oburzyła się.
- Nieprawda. - śmiejąc się pokręcił głową.
- Jadłeś!
- Wcale nie.
- Przecież widzę. Zjadłeś mi pół porcji!
- Jakie pół! Tylko spróbowałem!
- I tu Cie mam! - klasnęła w dłonie. - Za karę jutro idziemy na wschód słońca.
- Ala tylko nie to! Proszę!
- Idziemy. Wieczorem wracamy do Torunia, innej okazji nie będzie. Postanowione.
- Jesteś nieznośna.
- Wiem. Wracamy do pokoju?
- Wracamy.


"Właściwa osoba u Twojego boku potrafi sprawić, 
że na świat spoglądasz radośniej."

3 komentarze:

  1. Mogłabym czytać, czytać, czytać, czytać i czyyyyyyyyyyyyyyytać <3
    Jest pięknie. Wręcz idealnie <3
    Kocham to opowiadanie! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie tak powinno być :D
    ANULA

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, fajnie! Czekam na ciąg dalszy. :)
    / Emi

    OdpowiedzUsuń